Badany obiekt
MASS EFFECT rok produkcji 2007, stajnia BIOWARE, rzekomy s-fi crpg
Nie za ostro ? Cóż, to właśnie pierwsza myśl, która wlazła mi do głowy tuż po ukończeniu Mass Effecta, dziecka -pożal się Boże - BioWare.
Nie zrozumcie mnie źle, nie spodziewałem się hitu- złudzenia przestałem mieć dawno, od premiery KOTORa. Tam biochłopcy spisali się kapitalnie, jednak nadeszła pora zmierzchu, tfu.
Grę zaczynamy jako komandor Shepard, co jest przyjemną odmianą, ponieważ w końcu nie jesteśmy pomiataczem, a każdy zwraca się do nas z szacunkiem. Zaczynamy rozmowę i zauważamy dwie rzeczy - kamera podczas dialogów zachowuje się bardzo filmowo, postacie nie stoją jak kołki, żywo gestykulują, chodzą, mamy rozmaite ujęcia podczas najbardziej trywialnej pogaduszki. Drugi detal jest już mniej przyjemny - opcje dialogowe w kółku, które wyraźnie pokazuje zły bądź dobry charakter rozmowy. Aż tak to potrzebne ?! Co złego było ze standardowymi, numerowanymi opcjami ? Były dla graczy za trudne ? To kółko jest jak drogowskaz dla jełopa. Niech ten drogowskaz będzie znakiem jakości tej gry.

Pierwsze złe wrażenie
Bez większych zabaw zostajemy zrzuceni w okolice ludzkiej kolonii w celach odnalezienia tajemniczego transmitera-terminalu starożytnej cywilizacji obcych. (Starożytna technologia jak zwykle przewyższa wszystkie pozostałe) By zadanie łatwe nie było, kolonia i okolice zaatakowane zostały przez biomechaniczne stwory - Gethy. Brzmi intrygująco ? Czar grafiki oraz podróży naszym trzyosobowym składem pryska, gdy dochodzimy do większej zadymy.
Walka z idiotami
Nasi towarzysze to idioci. Nie potrafią chować się za przeszkodami, często wyciągają bronie, w używaniu których nie zostali wytrenowani. Bardzo rzadko są porządnym wsparciem ogniowym, zatem wszystko zależy tylko u wyłącznie od gracza. Nasza postać prócz standardowego paska zdrowia ma również pasek tarczy, która przez większość gry jest pośmiewiskiem - jeden celny strzał wroga wystarczy na jej zniszczenie. Nasze potyczki obserwujemy w trybie TPP oraz w czasie rzeczywistym, jedna z możliwością włączenia aktywnej pauzy, podczas której możemy zmieniać bronie oraz aktywować umiejętności. Mamy także możliwość walki wręcz, jednak prawie zawsze to pewna śmierć. Możemy zabrać do ok. 5 medykamentów, których, nie można zażywać po kolei (cooldown jak w MMO ?!) co tylko irytuje.
Najpierw o broniach - jest ich raptem cztery typy ! Dość mało, prawda ? Mamy zatem shotgun, snajperski karabin, karabin maszynowy oraz pistolet. Nasze narzędzia mordu różnią się obrażeniami, szybkostrzelnością, celnością oraz szybkością nagrzewania. Całą grę spędzimy na zmienianiu tego oporządzenia na potężniejszy, krążąc wokoło tych czterech typów. Poza tym, mamy jeszcze dwie modyfikacje, które nie mają jakiegoś większego wpływu na walkę, jednak jedna z nich pomogła mi przejść grę. (Ekwipunek magicznie zbieramy po walce klawiszem I, nie przejmujcie się sprzedawcami oraz kasą - są na pokaz)

Umiejętności - nie są zbyt użyteczne, możemy przegrzewać bronie, wyłączać tarcze, unikać przegrzewania naszej broni..prócz tych trzech nie używałem niczego więcej, nawet tytułowego efektu masy, ponieważ walka to jedna wielka strzelanina bez krzty taktyki. Oczywiście można chować się z przeszkodami, jednak mamy nadal naszych kumpli idiotów ! Lepiej zatem być mobilnym żołnierzem. Żołnierzem ? 'Nie można być inną klasą postaci ?'-zapytacie. Można, jednak po co ? Nie ma kompletnie taktyki, zatem nie odczuwamy żadnej różnicy sterując kimś innym. Zdobycie poziomu owocuje jedynie wydaniem kilku punktów na pasku biegłości w broniach, życiu, etc. Sumując - system jest mocno uproszczony, większość rzeczy stara się imitować crpg, jednak dość słabo ta zmyłka wychodzi, prostacki system śmierdzi konsolą, niestety.
Krótkim rzutem monitora.
Grafika jest ok - przynajmniej dla mnie, osoby która dość mało na takie rzeczy patrzy.Modele obcych są interesujące i pomysłowe, jednak gdy dochodzi do broni...no tak. Można dojść do wniosku, że każda pukawka w ME potrafi skurczyć się do rozmiarów pudełka na buty. Modele broni są oznaką lenistwa designerów - różnią się nieznacznie, głównie kolorami. Pancerze są momentami śmieszne, jeśli chodzi o kolory. Widać to szczególnie na jednym członku teamu, którego końcowy pancerz jest..biało różowy
..Modele wrogów są takie same, co można jeszcze zrozumieć - mamy do czynienia z robotami, czy ich pochodnymi. Jednak to nie likwiduje poczucia, że wystarczyłaby odrobina kreatywności w liczbie i wyglądzie przeciwników..Epic story of fail
Okazuje się, że tajemniczy terminal obcych zostaje trwale uszkodzony przez Sarena - członka elitarnej organizacji Widm, stojącej ponad prawami galaktycznymi. Shepard natomiast otrzymuje niejasne, czerwone i migoczące wizje, które sam interpretuje jako wielkie niebezpieczeństwo dla galaktyki. W trakcie niby prologu przekonujemy Radę, że ich człowiek w istocie jest winny dowodzenia Gethami i mordem ludzkiej kolonii, a sam komandor zostaje nowym widmem z nowym zadaniem - znaleźć Sarena bez względu na wszystko. Jak ? Latając z planety na planetę, otrzymując kolejne wizje od terminali obcych. A potem..ej ! Czy komuś kojarzy się inna gra ? Of korz ! To przecież KOTOR, z drobnymi modyfikacjami, które wierzcie bądź nie, nie wyszły grze na dobre. Reszta fabuły to banał - Saren, podróżujący na myślącym statku-istocie próbuje umożliwić inwazję potężnej i prastarej rasy Żniwiarzy, która jest zagrożeniem z wizji Sheparda.
Głównym problemem Mass Effecta jest nastawienie na walkę. Każda planeta, to po krótkim bieganiu i gadaniu, poligon z kolejnym zastępem Gethów z zniszczenia. Walki są nużące i wtórne, pozbawione klimatu. Czasem walczymy w śnieżnej zadymce w naszym mini czołgu, czasem pośród lawy, jednak niemal cały czas z Gethami. Nie można było mieć więcej inwencji ?! Kosmos kosmosem, a naszych przeciwników zliczyć można na jednak ręce. Żenada..
Walka z bossem to desperacki śmiech - nie mamy opcji jej uniknięcia (Fallout !), a sam pseudosarenoripcośtam zwija się jak fryga po ścianach, mając najpotężniejszą tarczę w grze, co dodatkowo wydłuża walkę. To moment, w którym objawia się nasza śmiertelność, głupota towarzyszy oraz zręcznościowy charakter ME - NIE WOLNO stać nam w jednym miejscu, zatem latamy po dość małym obszarze, chaotycznie ostrzeliwując Sarena, który zabija nas dwoma pociskami. Jeśli nie macie najmocniejszej modyfikacji, która zatruwa nasze pociski- nie próbujcie. Wczytujcie i szukajcie tego wihajstra.

Sumując..odejmując
Wiele o grze nie napisałem, ale czy naprawdę warto rozbierać tego śmiecia na drobne ? To standardowa historia s-fi, bez zwrotów akcji czy ciekawych bohaterów. Widać wysiłek i próby nadania klimatu temu światu, jednak to wszystko rujnuje strzelanie, strzelanie, strzelanie..
Zatem..crpg ? NIE ! Mass effect to strzelanka z elementami crpg, brzydka i pokraczna mutacja z banalnym życiorysem. Jeśli BioWare chciało stworzyć crpg, powinni zagrać w klasyki. Tudzież nauczyć się klasyfikacji gatunkowej gier.
Ocena: 3/10
Plusy:
-kamera podczas dialogów
-wygląd obcych
-od biedy postacie
Minusy:
-holywood w fabule
-uproszczenie klas postaci, ekwipunku
-ilość walk
-mało elementów crpg
-zżynka z KOTORa
-boss końcowy
-nie jest crpg, jednak nie zdaje sobie z tego sprawy
oo, oobrazkii ! ;>
OdpowiedzUsuń